+1 = -2

Dalej borykam się z nadmiarem i chęcią kupowania, choć w znacznie mniejszym stopniu niż jeszcze rok temu. Już na początku mojej drogi do minimalizmu założyłam, że jeśli w mojej szafie ma się pojawić coś nowego to dwie rzeczy muszą z niej zniknąć. Wymaga to ode mnie czasem wiele wysiłku 😣 bo przywiązuję się do rzeczy i zapewne z powodu niedostatku w przeszłości, ciągle zmagam się z typowo polską manią zbierania „bo się może przydać” i „na ciężkie czasy” 😅 Cały czas, jednak jestem w procesie, uczę się siebie uważnie i staram się zmieniać. Cały czas w drodze do minimalizmu…

Dziś jest dzień „+1=-2” , czyli jedna nowa rzecz ląduje w mojej szafie, dwie wylatują (najlepiej z tej samej kategorii o ile to możliwe) Do mojej garderoby kapsułowej trafił – po trzech latach szukania idealnego – plecak, który mogę nosić również jak torebkę.

Szukałam aż 3 lata 😂 plecaka w minimalistycznym stylu, który jako torba sprawdzi się do pracy (smart casual) i do biegania po mieście w luźny dzień będzie pasował do trampek i „last but not least” – nie może być czarny…

Moja garderoba kapsułowa ma bardzo neutralną kolorystykę. Barwy akcentujące mam tylko w dodatkach, na jesień i zimę, wybrałam bordo i ciemną zieleń. Dla osoby, która przewraca teraz oczami ;P wyjaśniam- tak jak osoby otyłe potrzebują bardzo restrykcyjnej diety z jasnymi zasadami tak osoba, która kiedyś kupowała w nadmiarze, potrzebuje jasnych wytycznych. Zakupy i posiadanie to nałóg jak każdy inny, określenie jasnych zasad czego się naprawdę potrzebuje, w jakiej ilości i kolorze była dla mnie niezbędna. Garderoba kapsułowa jest zbawieniem, o jej budowaniu z pewnością kiedyś napiszę, tymczasem wróćmy do mojego plecaka ;P Plecak jest moim kamieniem milowym. Kiedyś w przeciągu trzech lat, żeby spełnić swoją zachciankę mogłabym kupić przynajmniej trzy plecaki ;P czarny, różowy i zapewne niebieski ;P  – tylko dlatego, że mi się spodobały, były akurat w „rewelacyjnej” promocji itd ale z pewnością, żaden z nich nie spełniał by wszystkich moich oczekiwań. Dziś dowiedziałam się o sobie tyle, że wreszcie nauczyłam się czekać. Czekać na to co nie jest mi bezwzględnie potrzebne do życia ale ma spełnić daną funkcję. Jeśli czegoś naprawdę chcę, to warto zaczekać, aż pojawi się najlepsza i ta wymarzona wersja – nie zapychać swojego „zakupowego żołądka” byle czym, żeby zaspokoić chęć. Pozwolić sobie na trwanie w niedosycie – jeśli po tak długim czasie, w dalszym ciągu chciałam coś mieć to znaczy, że przez ten czas, jego brak przypominał mi tym. Ile jest rzeczy, które chciałam mieć, ale po krótkim czasie zapominałam o tym, że chciałam je kupić? Chociaż to może najmniejszy problem – ile rzeczy w swoim życiu kupiłam pod wpływem „muszę to mieć teraz” a potem wkładałam do szafy i zapominałam o nich?

Czas to pieniądz – ile czasu zmarnowałam pracując na rzeczy, których nie potrzebowałam??

A moje +1=-2 ? Dziś bezwzględne polowanie ;P Szafo drżyj – nadeszło nowe.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s